piątek, 6 września 2013

La Croix Valmer,gołe pośladki i ryby w kubeczkach

 Z dość przyjemnie wietrznego Annecy wjechaliśmy autostradą do… piekła. Kiedy wysiadłam z naszego klimatyzowanego auta poczułam co znaczy określene  „problemy pierwszego świata”. Automatycznie pragnęłam znaleźć jakieś chłodne miejsce, ale czekały na nas nasze torby do rozpakowania. Dom do którego przyjechaliśmy jest wynajmowany przez moją rodzinę na wakcje i zjeżdżają się do niego wszyscy krewni. Czym to skutkuje? Tabunem dzieci… Rodzina dzieli się na pół i wybierają jeden z dwóch dostępnych domów , każdy bardzo blisko morza (ok 5 minut na nogach). Tym razem jednak nie miałam swojego pokoju i musiałam go dzielić z M. i jej kuzynką. Brak prywatności to jedna z tych rzeczy z którymi musiałam się po prostu pogodzić podejmując ten styl życia. Nie jest źle i bywa zabawnie  kiedy  ‘’przypadkowo” mały B. wchodzi do łazienki w trakcie gdy borę prysznic bo koniecznie chce się ze mną wykąpać. Kryminał jest mi chyba przeznaczony.

Łącznie w obu domach było 17 osób w tym ośmioro dzieci i mały bobas. Dla rodziców ten wyjazd był wyjątkowo nastawiony na tzw. Leżing, plażng smażing. Tak naprawdę to nie za bardzo można robić więcej przy takiej temperaturze. Jako, że dzieci miały kuzynów i kuzynki do zabawy moim obowiązkiem było jedyne pomaganie przy gotowaniu i czasem przygotowywanie kolacj. Kiedy wszyscy ruszali na plaże ja planowałam co by tu zrobić ciekawszego niż leżenie. Pewnego popołudnia poszliśmy na mała wycieczkę (sami stanowiąc doś pokaźną grupę) do parku narodowego znajdującego się nieopodal. Są tam kilometry trasy wzdłuż brzegu. Zdobyliśmy wspólnie tylko początek z racji tego, że dalej zaczynał się szlak  dla bardziej odpornych . Doszliśmy do miejsca Krokodyla Skała i tam spędziliśmy kilka godzin nurkując wzdłuż okalającej go rafy. Ryby w ogóle się nie boją i praktycznie można było by je z łatwością złapać. Ale why ? Czemu łapać ryby i męczyć je w kubeczku? Na to nie potrafi odpowiedzieć nikt, chyba tylko moje dzieci. Poza męczeniem rybek kijkami dzieciom również przypadła do gustu plaża nudystów znajdująca się nieopodal. Plaża to może za dużo powiedziane. Jest to malutka urokliwa zatoczka wchodząca w skały. Można by ją z łatwością przeoczyć gdyby tylko co jakiś czas na skały nie wychodzili nudyści podziwiać widoki. Jeden z takich panów przysporzył dzieciakom nie lada zabawy kiedy to majestatycznie stanął nad nami obserwując zachodzące słońce w oddali. Sceneria była by bardzo romantyczna gdyby  ten „Pan Słońce Peru” nie paradował przed nami ze swoimi zesmażonymi pośladkami. Nie wiem czemu (i trochę mnie to niepokoi), ale zaraz po tej mieszance wizualnej wszyscy zrobili się głodni i trzeba było szybko wracać nakarmić dzieciaki. Następny dzień miał wyglądać tak samo czyli śniadanie na tarasie i szybki wypad na plażę gdzie w sumie z przerwą na obiad spędzilibyśmy cały dzień. Nie przemawia do mnie takie wylegiwanie się i właściwie nie lubię się opalać. Zaplanowałam sobie pozwiedzać trasy we wspomnianym wyżej parku. Któregoś razu zdecydowałam się pokonać najdłuższą z nich i tym samym obejść dwa główne punkty widokowe w jeden dzień. Najwyraźniej ośrodek zdrowego rozsądku znajduję się gdzieś w okolicach paznokcia dużego palca u stopy bo musiałam go z nim stracić (patrz post wcześniej). Nie przewidziałam tego, że słońce dowali mi tak bardzo i całą butla wody nie wystarczy na pokonanie 15 kilometrów po niezalesionych górach. Niestety nie było już wyjsca. Doszłam w najdalszy odcinek trasy i trzeba było jeszcze jakos wrócić…c.d.n
Salut!





Poniżej mały filmk z wyprawy...

1 komentarz: