08.07-24.07
W poniedziałek rano śniły mi się jakieś bzdety o Barbarze Streisand a mój budzik w tym czasie wydzwonił piąty alarm z rzędu. Zapomniałam, że miałam wstać wcześniej i się spakować. Ostatecznie wrzuciłam do torby wszystko na 20 minut przed wyjściem z domu i ledwo ubrana zaczęłam liczyć nasze bagaże. Dzieci miały jedną torbę za to masywną i już wiedziałam, że aby się nie nadźwigać powinnam zostawić w domu przynajmniej dwoje z nich. Pociąg wyjeżdżał z dworca Montparnasse i cała podróż miała trwać 4 godziny bez żadnych przesiadek. Stres teoretycznie ograniczony do minimum ponieważ do pociągu zapakowali nas rodzice a na dworcu powinna czekać na nas ich babcia. W połowie trasy kontroler poinformował mnie, że na ostatnim odcinku będę się musiała przesiąść na przód bo nasz bilet obejmuje te miejsca tylko do pewnego momentu. Chciałam w niego rzucić naszą „torebeczką” i kazać mu delikatnie mówiąc iść na drzewo. Mój francuskoangielski przydał się jednak i tym razem i cała sytuację rozwiązałam z bardziej ogarniętym konduktorem . Pod koniec trasy troje dzieci przybrało formę małego stada zniecierpliwionych szympansów. Zaczęłam dostawać chłodne spojrzenia od jakiegoś poważnego pana w garniturze i za czwartym razem odwzajemniłam mu się tym samym jednocześnie chcąc mu przekazać „ czy sugeruje Pan, że powinnam wziąć poduszkę i zacząć dusić 4 latka, żeby podróżowało się Panu wygodniej?...ależ oczywiście, z największą przyjemnością!”.
Bardzo żałuję, że mój francuski nie
jest jeszcze na tyle dobry …
Domaine Caubeos
Na miejscu zastał nas klimat, który przypomina mi raczej
Hiszpanię, ale przecież to całkiem nie daleko. Zapakowaliśmy się do jeepa i
ruszyliśmy na zachód od Agen (ok 20 km). Słyszałam od Ornella że dom jest
piękny, ale gdy wysiadłam… razem z torbą opadła mi szczęka. To tak jakby twoje
dziecięce marzenia o mieszkaniu w dworku/zamku nagle się spełniły. Dzieci były
bardzo podekscytowane tym, że mogą mi pokazać cały dom więc zaraz wybrałam się
z nimi na zwiedzanie. Na dole znajduje się kuchnia i jadalnia stamtąd przechodzimy
na „salony” (Tak mnie to określenie rozbawiło że właśnie się chichram) Znajdują
się tu dwa ogromne pokoje dzienne połączone wielkimi drzwiami .. Od jednego z
nich przechodzi korytarz prowadzący do sypialni dziadków, ich łazienki oraz
..kolejnej sypialni. Korytarz kończy
wejście do gabinetu kominkowego który jak można się domyślać również jest spory.
Poczucie ogromy dopełnia wysokość
pomieszczeń (na moje upośledzone oko 4m). Z jadalni przechodzimy na
klatkę schodową prowadzącą do kolejnych sypialni na piętrze. Na górze, na początku wejście do toalety i
łazienki ,pokój dzieci ,naprzeciwko pokój różany (mój) dalej pokój rodziców, łazienka,
biblioteka(o tym później), kolejna sypialnia i należąca do neij łazienka. Wszystko jest urządzone idealnie w stylu i gdzieniegdzie
zostawiono fragmenty oryginalnej ściany.c.d.n
| mój pokój i dziecko z moim aparatem w ręku |
| parter |
(kliknij, aby powiększyć zdjęcie)
Przerwa dwutygodniowa, jak można się domyślać, była spowodowana brakiem dostęu do internetu.
W najbliższym czasie postaram się udsostępnić pozostałą część opisu tego miejsca i tego co mnie tu spotkało.
Żeby nie było za słodko : dziś miałąm koszmarną sprzeczke z Małym i z pomocą przyszła mi Super Niania, którą w ostatenij chwili przywowałałam w swojej pamieci. Gdyby nie Dorota Zawadzka niechybnie wyskoczyłabym z TGV i przy tej prędkości skończyła jako malowniczy czerwony obraz.
"Lekko nie jest, ale trzeba sie starać ...do prrraacccy!"
PS.Wracajac z dziećmi dostałam nagły telefon od ich mamy. Z racji tego że remont kuchni się przedłuża jedziemy od razu następnego dnia do ich znajomych mieszkających w Bretanii... hmm komu potrzebny jest sen?
Salut!
...nienawidzę cię
OdpowiedzUsuńJa też.
OdpowiedzUsuńanonimowy ?:)
UsuńOla C. buraku :P A już myślałaś, że jakiś wysoki brunet?
Usuńw sumie wysoka brunetka... też fajnie ;)
UsuńBiednie jakoś. I stare to to. Do rozbiórki pewnie.
OdpowiedzUsuńjesteś pierdolnięty to jest cudne miejsce
Usuńi ja
OdpowiedzUsuń